Co zobaczyć na północy Francji?

Włóczykij - specjalista Tipy.pl
1 z 5
Na dźwięk słów Nord-Pas-de-Calais bohaterowie znanej francuskiej komedii wpadali w popłoch – zimny, odległy region pełen pijących piwo tajemniczych „Chitis”. Dopiero po pewnym czasie okazało się, że północ to świetne miejsce, o którym po prostu mało wiadomo. Są tu serdeczni ludzie i mnóstwo niefrancuskich atrakcji. Bo rzecz jest niewątpliwa – to bardziej Flandria niż Francja.
1
Nord-Pas-de-Calais
Tajemnica północy

Region Nord-Pas-de-Calais to tajemnica nawet dla Francuzów. Kojarzy się raczej z Belgią niż z jakimkolwiek obiegowym wyobrażeniem Francji. Wiadomo, że jest tu Calais – ważny port nad kanałem La Manche – z którego wypływają promy do Wielkiej Brytanii. Wiadomo, że w 1940 roku wojska brytyjskie wraz resztkami armii francuskiej i belgijskiej w panice ewakuowały się z portu w Dunkierce, uciekając przed Niemcami nadciągającymi z Lille. I że kopie się tu węgiel. Z tym, że to wszystko niezupełnie prawda. Calais straciło na znaczeniu, odkąd powstał Eurotunel. Teraz, by dostać się do Londynu, wygodnie wsiada się do pociągu w centrum Paryża. Ewakuacja Dunkierki z kolei okazała się cudem – dzięki ofiarności żołnierzy i cywilów oraz szczęśliwemu (i do dziś niewyjaśnionemu) zbiegowi okoliczności zmuszającemu Hitlera do wstrzymania ataku czołgów, przewieziono przez Kanał prawie 340 tys. ludzi. A wielkie kopalnie istniejące tu od początku XVIII wieku już od dawna nie działają. Ostatnią zamknięto w 1990 roku.
2
Le Touquet
To nie tak, jak myślisz

Jaka naprawdę jest Północ, najlepiej przekonać się w Le Touquet. To najważniejszy nadmorski kurort regionu. Ten fragment francuskiego wybrzeża zwany jest, od koloru wody, „opalowym”.
Rzeczywiście, kiedy z plaży w Le Touquet patrzy się na Atlantyk, trudno dostrzec w nim lazur Morza Śródziemnego. I na tym polega tajemnica tego miejsca – mit Południa sprawił, że gdy tylko robi się ciepło, plaże Lazurowego Wybrzeża przeżywają inwazję. Nasmarowane ciała plażowiczów ciągną się po horyzont. Widokom tym towarzyszy hałas i zapach dyskusyjnej jakości kuchni. A w Touquet spokój, cisza i wybitne gotowanie. Nie spotkamy tu nuworyszy – to kurort dla tych, którzy wiedzą. Złoty wiek przeżywał w latach 20. i 30. XX stulecia, kiedy wzdłuż wybrzeża zbudowano ciąg przepięknych charakterystycznych domków, a na letnisko przyjeżdżało tu dobre towarzystwo z Paryża. Było bogato i wytwornie, o czym świadczy kilka pochodzących z epoki hoteli. W czasach nam bliższych miejscowość odkryli Anglicy, dla których przyjazd tutaj oznaczał właśnie podróż... na południe. Tak rozpoczął się renesans nadatlantyckich plaż. Touquet, Dunkierka, Boulogne-sur-Mer czy Wissant ściągają turystów zakochanych w wyjątkowej architekturze, subtelnościach owoców morza i... poszukujących najlepszego wiatru. Miejscowe twarde, szerokie i piaszczyste plaże to słynne miejsca spotkań miłośników latawców. Tę zabawę traktuje się tu wyjątkowo poważnie, latawce nie mają nic wspólnego z dziecięcymi konstrukcjami, są duże, ciężkie, powstałe dzięki nowoczesnym technologiom. Nad plażami codziennie unoszą się stada różnokolorowych konstrukcji przypominających te do kitesurfingu. Z tym że tutaj nie jedzie się za nimi na desce. Jeździ się za to w wózkach z żaglem – letniej wersji bojerów. To sport powszechny. Na plażach organizuje się wyścigi zawodowców, ale dzięki licznym wypożyczalniom można spróbować tej zabawy samemu.
3
Nord-Pas-de-Calais - waterzooi
Ze smakiem

Na plażach eleganckich kurortów Pas-de-Calais po staremu stoją przebieralnie nawiązujące wyglądem do lat 20. i przypominające dawne kabiny kąpielowe. W okolicznych miasteczkach, położonych wśród pokrytych trawą wydm, mieszczą się dawne kluby jachtowe, w których zdaje się panować art déco i niedzisiejszy szyk. Miarą jakości klubu jest także jego bar, a przede wszystkim kuchnia. To tutaj, po różnych doświadczeniach restauracji w Lille czy Arras (najczęściej solidne mięso, mocne piwo, zauważalna obecność kartofli), można spróbować tego, czego zawsze szukali letnicy – owoców morza prosto z morza. Małże, zupy z małży, ostrygi, pełne smaku atlantyckie ryby przyrządza się jak kto lubi – i tradycyjnie, i nowocześnie. Jednak endemiczną dla tych stron potrawą jest waterzooi, flamandzka zupa rybna, w której tyle jest rybnego wywaru, ile śmietany. Ciężka, zawiesista, z wielu gatunków zimnowodnych ryb to kulinarne objawienie, wobec którego zachowanie obojętności byłoby dowodem braku uczuć.
4
„Louvre Lens”
Sztuka wśród hałd

Decyzja o tym, że muzeum stanie w Lens – „mieście duchów”, jak o nim tu mówiono, zapadła w Paryżu. Lens poważnie ucierpiało podczas obu wojen światowych, było miejscem ogromnej katastrofy górniczej, wreszcie wyludniało się po zamknięciu kopalń. Władze liczyły na „efekt Bilbao” – hiszpańskie górnicze miasto po otwarciu w nim filii Muzeum Guggenheima błyskawicznie odżyło. Projekt „Louvre Lens” stworzyła słynna japońska pracownia i w grudniu 2012 roku pośród porośniętych zielenią hałd i czerwonych górniczych domków otwarto ultranowoczesne muzeum, do którego na dłużej lub krócej trafiła część zbiorów z Paryża. Rafael, Rembrandt, Géricault, solidny zbiór sztuki antycznej i średniowiecznej. I rzeczywiście się zaczęło. Północny Luwr odwiedzają dziś setki tysięcy gości, a muzeum ożywia region, podbierając klientów innej miejscowej atrakcji turystycznej – wielkiemu centrum oceanicznemu Nausicaa w Boulogne-sur-Mer. Jadąc na południe i żegnając Pas-de-Calais, nie unikniemy jeszcze jednego spotkania ze sztuką. To Arras, rodzinne miasto Maximiliena Robespierre’a oraz... wawelskich arrasów. Ich wielkoformatowi bliźniacy zdobią dziś ściany ratusza, przypominając dawną przemysłową i handlową świetność miasta. I, z wyjątkiem miejscowych Polaków, mało kto pamięta, co to są arrasy.
Strona 1 z 5

Powiązane porady

romantyczny weekend w Paryżu
Madera
Krym

Podobne porady

Komentarze (0)

* Pola wymagane

Twój e-mail nie będzie widoczny na stronie